czwartek, 5 grudnia 2013

Calabria, Warszawa.

Otoczenie tej włoskiej restauracji  raczej zniechęca niż zaprasza do swojego wnętrza; widać, że Galeria Gawra w której mieści się Calabria (Warszawa, ul. Warszawska 58 c) najlepsze lata ma już za sobą. Nie należy się jednak zniechęcać tym, co dokoła, tylko śmiało, nie rozglądając się na boki, skierować swe kroki wprost do dość niepozornego lokalu. Wystarczy, że przekroczymy szklane drzwi w plastikowych ramach, by nasze nozdrza wypełnił wspaniały zapach pieczonego ciasta na pizzę i ziół użytych do jej przyprawienia.


W lokalu zwracamy uwagę na stojący za barem piec do pieczenia pizzy i stanowisko do jej przygotowania. Podczas umilającej oczekiwanie na dania konwersacji, podglądam pracę fachowca, który najpierw wyjmuje kulę ciasta, następnie je rozciąga i formuje, potem smaruje sosem i nakłada część dodatków. Tak przygotowany placek trafia do pieca. A wszystko trwa mniej niż trzy minuty!


To podglądanie wzmogło mój apetyt, towarzyszący mi Wito i Kapitan G. również z utęsknieniem wypatrywali zamówionych dań, jednak ich apetyt pobudziły wibrujące w powietrzu zapachy. 
- Ojejku! ale duża! - wymsknęło się z czyichś ust na widok podanej pizzy. Faktycznie, ledwo mieściła się na sporych rozmiarów talerzu. Kiedy na stole pojawił się zamówiony przeze mnie makaron, rozpoczęliśmy konsumpcję. Nie obyło się bez wymiany dań i zdań. Kawałki pizzy kursowały pomiędzy nami. W salmone (30 zł) kawałki delikatnego łososia nie straciły na mocy po połączeniu ich z mascarpone i koperkiem. Smak był wyraźny, konsystencja dla nas idealna. Ciasto było na tyle wytrzymałe, że bez problemu utrzymywało ciężar dodatków, lecz na tyle delikatne i cienkie by nie dominować nad nimi.


Podobnie było w przypadku pizzy carbonara (29,5 zł), w której chrupiąca baza z ciasta drożdżowego była nośnikiem dla jędrnej cebuli, kawałeczków wędzonego boczku zapieczonych z parmezanem, mozarellą i śmietaną.

Podczas gdy panowie pałaszowali pizze, ja nieufnie zabierałam się za zestaw Alfredo, ale czy aby na pewno było to zamówione przeze mnie danie?  Przeszukałam smaczne makaronowe wstążki w poszukiwaniu szynki parmeńskiej, ale zamiast niej znajdywałam boczek... chwila zastanowienia... carbonara? przecież nie zmawiałam tego dania!


Panowie potwierdzili moje spostrzeżenie, lecz zanim zdążyliśmy to skomentować, podeszła do nas obsługująca nas kelnerka z przeprosinami za pomyłkę i z zamówionym wcześniej pasta fresca Alfredo (25 zł). I tym razem bazą były wybrane przeze mnie szerokie wstążki (paparedelle) z mąki z pełnego ziarna (w zestawach pasta fresca* sami wybieramy jaki rodzaj makaronu ma być bazą dania). Cienkie plastry szynki parmeńskiej, płatki aromatycznego parmezanu i chrupiąca rukola. To było rozpływające się w ustach połączenie. Pomimo jego wielu walorów, zjadłam tylko część potrawy zostawiając miejsce na deser. To, co zostało, otrzymałam zapakowane na wynos.


Przy wyborze deserów nie mieliśmy wielu możliwości, były trzy, więc naturalną koleją rzeczy było zamówienie każdego z nich. 
Kiedy podano nam tiramisu (16 zł), krem brulee (14 zł) oraz tort czekoladowy (16 zł) mieliśmy chwilę wahania - od którego deseru rozpocząć degustację? Wystartowaliśmy w tym samym czasie, reakcje były różne. Po pierwszych wrażeniach czas na oczyszczenie kubków smakowych i wymiana talerzy. I tak jeszcze parokrotnie. Wyłamałam się z kolejki kiedy poziom cukru we krwi podniósł się zbytnio wywołując przyjemne uczucie nasycenia. Panowie dzielnie walczyli do samego końca.





Prawie do samego końca, bo ich też pokonały desery, z których bezapelacyjnym zwycięzcą obwołaliśmy delikatnie słodki creme brulee o jedwabiście gładkiej konsystencji i rozkosznie chrupiącej skorupce. Tiramisu konsystencją przypominało tort na cieście biszkoptowym, a tort czekoladowy swoją słodyczą stłumił wszystko (a do tego ten zbędny śmietanowy kleks z liściem nasturcji dla ozdoby - przy obu deserach).



Kiedy po skończonym posilku popijaliśmy herbatę (5,50 zł) i kawę (latte - 9 zł) oraz podany na do widzenia likier cytrynowy limoncello, doszliśmy do wniosku, że fakt położenia restauracji Calabria niemalże w przeciwnym do miejsca zamieszkania kierunku, nie wyklucza naszego ponownego pojawiania się w niej. Było smacznie i przyjemnie. Uśmiechnięci i pomocni pracownicy restauracji, to kolejny plus (i plusik za szybką reakcję na makaronową pomyłkę). Na wystrój nie specjalnie zwróciliśmy uwagę gdyż pochłonięci byliśmy jedzeniem.


*pasta fresca (wł.) - świeży makaron.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz