środa, 21 sierpnia 2013

Signature, Warszawa.

Jest w centrum, ale z dala od wielkomiejskiego szumu; nowocześnie, ale z historią w tle. Jest elegancko, lecz bez napuszenia. Cóż to za miejsce? To restauracja Signature (ul. Poznańska 15, Warszawa), którą mieliśmy przyjemność odwiedzić.

Duo foie gras - gorące/ zimne.

Muszę przyznać, że wielokrotnie przechodziłam obok kamienicy, której początki sięgają końca XIX stulecia. Odrestaurowany budynek w którym znajduje się butikowy hotel oraz restauracja, od dawna przyciągał moją uwagę, jednak zawsze było mi nie po drodze by tam wstąpić. Szukałam okazji by poznać dania przygotowane przez  Wojciecha Kiliana który od 8 miesięcy jest szefem kuchni w Signature. W końcu, zniecierpliwiona, zdecydowałam, że pójdziemy tam z okazji braku okazji ;-)


Przegrzebki z sosem z homara.

Nieco onieśmieleni prawie pusta salą (poza nami był tylko starszy pan delektujący się winem), wybraliśmy stolik i, po zajęciu miejsc,  zapoznaliśmy się z krótkim menu. Ponieważ nie słyszeliśmy opinii o tutejszej kuchni, wybieraliśmy na chybił-trafił to, co przypadło nam do gustu.

Amuse-bouche.
Parę chwil od złożenia zamówienia kelner serwuje wino oraz amuse-bouche. W niewielkim kieliszku znajdujemy pobudzające kubki smakowe połączenie maślanki, lekkiej jak piórko pianki truskawkowej oraz marakui. Ładnie wygląda i ciekawie smakuje. Prostota tej drobnej przekąski skłoniła mnie do postanowienia, że przygotuję coś takiego w domu (tylko jak zrobię piankę truskawkową? Łatwość wykonania jest chyba pozorna, czyżbym musiała uzbroić się w profesjonalny syfon na naboje??)

Kiedy nasze apetyty zostały pobudzone, na stół trafiły przekąski. Mam słabość do pięknie podanych dań i tutaj objawiała się ona przy serwowaniu każdego z nich, które najpierw cieszą oczy, by następnie radować podniebienie.


Cielęcina Marsala z puree i szpinakiem.

Przegrzebki z sosem z homara, black pudding, galaretka z selera (40 zł) – to przystawka w której delikatne mięso przegrzebków zostało połączone z charakterystycznym smakiem kaszanki (kaszanka podana w cienkich, delikatnie chrupiących plastrach, dzięki czemu jej smak nie zdominował zestawu) i zestawione z przyjemną konsystencją galaretki – bardzo smaczne połączenie. Druga z przystawek – pyszna! To duo foie gras – gorące/ zimne, sos z białej czekolady i maślanki, mus z moreli, arbuz marynowany z brandy, brioche (44 zł). W wersji na gorąco, pasztet był umieszczony na kawałku brioszki i tak podsmażony. Aksamitna konsystencja pasztetu, jego charakterystyczny smak i do tego chrupiące pieczywo – to połączenie były wyśmienite! Drugi, uformowany w kształt walca kawałek foie gras, posadowiony był na kawałku arbuza. Połączenie smaczne, jednak nie wywołało aż tylu „ochów” i „achów” jak wersja na ciepło. Całość udekorowana wesołymi i smacznymi kropkami sosu z białej czekolady  i odrobina musu z moreli. Magnifique!


Jesiotr, gratin z selera, sorbet pomidorowy.

Danie główne, to soczysta, aromatyczna, wręcz rozpływająca się w ustach cielęcina Marsala podana z ziemniaczanym puree (cielęcina i puree przypadły do gustu W.) oraz kremowym szpinakiem (55 zł), a także jesiotr, gratin z selera, sorbet pomidorowy, mus jabłkowy (65 zł). Z drugim daniu głównym zachwycił mnie podany do ryby wyborny sorbet pomidorowy i smakowity zapieczony seler. Warto spróbować!

Semifredo migdałowe z sosem rumowym.

Po tak oryginalnych i smacznych połączeniach przystawek i dań głównych ze zniecierpliwieniem zastanawialiśmy się na deserem. I kiedy tylko kelner pojawił się na horyzoncie niosąc ostatnie zamówione przez nas pozycje, nie byliśmy zaskoczeni. Na stole znów pojawiły się wywołujące uśmiech zestawy: szykowna tarta pralinkowa z musem z białej czekolady i mascarpone oraz owocami sezonowymi (27 zł) i eleganckie semifredo migdałowe z sosem rumowym (22 zł). Słodycz kremowego, ale nie tłustego deseru migdałowego podanego w sosie rumowym, przełamywały kwaśne nuty czerwonych porzeczek i jeżyn. W drugim deserze (zupełnie nie wiem dlaczego nazwanym tartą) słodki i kwaśny smak skonfrontowano, na podobnych zasadach. Z jednej strony słodki smak musu o jedwabistej konsystencji i czekoladowe blaty z chrupiącymi prażynkami ("paillete feuilletine"), z drugiej orzeźwiająca kwaskowatość truskawek i sorbetu – bardzo dobre!


Tarta pralinkowa z musem z białej czekolady.

Obsługa restauracji Signature była uprzejma, uśmiechnięta i bez zająknięcia odpowiadała na kolejne pytania o składniki dań. Jasne i przestronne wnętrze urządzone jest elegancko. Na ścianach wiszą zdjęcia Marilyn Monroe autorstwa Miltona Greena. Odnowione elementy z minionej epoki: odrestaurowane krzesła projektu Oswalda Haeradtl’a dla firmy Thonet, oświetlenie które zaprojektował Serge Mouilledodają smaku temu wielokrotnie przebudowywanemu wnętrzu (w wybudowanej w latach 1892 - 1897 kamienicy należącej do rodziny Glassów odbywały się tajne zebrania patriotów (przed wybuchem i WŚ), od 1924 roku mieściła się tam ambasada ZSRR, od 1941 roku w budynku znajdowała się siedziba Wehrmachtu (dzięki temu nie uległ zniszczeniu podczas wojny), po wojnie urzędowała w nim firma transportowa, od 2012 roku jest siedzibą hotelu H15 i restauracji Signature). Jedyne elementy z innej bajki, to kolumny w porządku jońskim ze zdobieniami sierpa i młota na kapitelu – zdobienie pamiętające czasy ambasady sowieckiej, która mieściła się w budynku przed II WŚ. 

Podsumowując - smacznie, elegancko i przyjemnie. To była nasza pierwsza, ale nie ostatnia wizyta w restauracji Signature.
Obiecałam sobie, że nie będę szukać specjalnej okazji by tam pójść, wstąpimy do niej, gdy tylko najdzie nas ochota na piękną formę i dobrą kuchnię.


1 komentarz:

  1. Kolejna promocja i znów pusto w restauracji !!!

    OdpowiedzUsuń