poniedziałek, 19 sierpnia 2013

La Fiesta, Warszawa.

Spirit of mexico – takie hasło przyświeca La FiestaTortilla Restaurant. W poszukiwaniu klimatu meksykańskiej fiesty, z trzech znajdujących się pod tym szyldem restauracji, wybraliśmy usytuowaną na Alejach Ujazdowskich 22. Spragnieni wytchnienia od miejskiego gorąca, nie skorzystaliśmy z miejsc w niewielkim ogródku letnim i zajęliśmy miejsce w lokalu. 

Enchilada

Uśmiechnięta kelnerka przyniosła karty dań i dała nam parę chwil na zapoznanie się z nimi. Wybraliśmy BBQ wings (31 zł),  enchiladę (31 zł) oraz trzy rodzaje quesadilli: krewetkową (39 zł), leśnymi grzybami (34 zł) i wołowiną (39 zł), do tego dostępne w tym dniu torty bezowe: z brzoskwiniami oraz z malinami (ceny niestety nie pamiętam) oraz mojito (22 zł/ szklanka). Czas oczekiwania na przystawki wyniósł ok. 15 minut, które przeznaczyliśmy na zapoznanie się w ofertą win (możliwość zakupu na wynos, duża rozpiętość cenowa). I rozglądnięcie się po wnętrzu. W wystroju misz-masz: elementy kojarzone z Meksykiem połączono z prostymi meblami i zabudową, do tego dodane są  akcesoria z zupełnie innej bajki. Na szczęście muzyka była spójna i dzięki niej moglibyśmy poczuć klimat Meksyku. Moglibyśmy, ale zamiast szukania klimatu i wczuwania się w niego, zaczęliśmy się zastanawiać czy aby nie zamówiliśmy zbyt wiele - w upale apetyt jest zazwyczaj mniejszy, ale jak się potem okazało, nasze zamówienie było w sam raz.

Quesadilla
BBQ wings prezentowały się dobrze. Chrupiące, lekko pikantne kawałki kurczaka w sosie z dodatkiem sezamu przegryzane kawałkami wypełnionych farszem tortilli, były także smaczne (choć wypełnione farszem tortille, to jednak nie to samo co enchilada).

Danie główne, czyli quesadilla, smakowało nam zdecydowanie mniej niż przystawki. Krewetki żuły się niemalże jak guma balonowa, całe szczęście (w tym przypadku), że było ich niewiele. Skromna ilość nadzienia była też w pozostałych dwóch wersjach – z wołowiną oraz z grzybami (ta nam najbardziej posmakowała). 


Tort bezowy z malinami
Kolejnego zawodu dostarczyły nam desery, jednak w tym przypadku rozczarował nas ich rozmiar – w najszerszym miejscu kawałki tortu miały ok. 25 mm! Ponieważ połączenie kruchej bezy i owocowego nadzienia było dobre, żałowaliśmy, że porcje są tak małe. Tak szybko jak torty bezowe zniknęły z talerzy, tak również i my po zakończonej konsumpcji opuściliśmy restaurację La Fiesta.
Dla nas, to jedno z tych miejsc, w których niby jest dobrze, ale jakoś nie zachęcają nas do ponownych odwiedzin. Obsługa była miła, a jedzenie smaczne (plusy za przystawki i deser zrównoważyły minusy za quesadille), ale czegoś nam brakowało. Może tego klimatu (ducha) Meksyku? 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz