piątek, 12 lipca 2013

Mandarin, Warszawa.

Choć od wizyty w restauracji Mandarin (Warszawa-Powsin, ul. Kremowa 63) minęły już dwa tygodnie, na samą myśl o zjedzonym tam obiedzie kubki smakowe zaczynają wzmożona pracę. Do restauracji trafiliśmy z przypadku – parokrotnie mijaliśmy restaurację, która znajduje się w pobliżu ulicy Drewny. Naszą uwagę zwrócił stylizowany budynek i restauracyjny parking, który nigdy nie był pusty. Postanowiliśmy sprawdzić co dobrego serwują w tym miejscu.

Naszą grupę stanowiły 4 osoby: jeden wygłodniały fan sushi, jedna wybredna mamuśka i otwarta na nowe doznania dwójka. Dzień w którym wybraliśmy się do restauracji należał do gorących i burzowych, marzyliśmy o chłodzie i dobrym jedzeniu. Czy restauracja serwująca dania kuchni chińskiej, to było dobre rozwiązanie?


Sajgonki z warzywami.

Przyznaję – trochę zaszaleliśmy. Zjedliśmy dużo i gdyby nie ograniczona pojemność żołądka, zapewne zjedlibyśmy jeszcze więcej. Z jednym wyjątkiem - wszystkie dania były dobre, a niektóre – bardzo dobre. Zacznę od początku: na przystawkę wybraliśmy dobrze odsączone z tłuszczu, chrupiące i lekkie sajgonki z warzywami (12 zł), aromatyczne dim sum z warzywami i grzybami (17 zł) oraz z krewetką i szpinakiem (18 zł). 

Dim sum z warzywami i grzybami.
Dim sum z krewetką i szpinakiem.
Głodny fan sushi zdecydował się na 38-częściowy zestaw funai maki set (105 zł). Spałaszował go z wielką przyjemnością, której nie udało mu się przed nami ukryć (i która skłoniła nas do spróbowania maki z zestawu).


Funai maki set
Smaczne przystawki skłoniły nas do zamówienia zupy, dania głównego i deseru. Kiedy składaliśmy je, nawet nie przyszło nam do głowy, że będziemy mieć problem ze zjedzeniem kolejnych potraw. W sumie, nasyciliśmy się już po zjedzeniu zup, z których najbardziej pożywną była przyjemnie rozgrzewająca podniebienie, gęsta od mięsa i warzyw zupa pikantno-kwaśna (14 zł). Lekka won ton (14 zł) z delikatnymi pierożkami oraz nieco mdła tom yum z krewetkami (19 zł) były mniej sycące.


Zupa pikantno kwaśna.

Zupa tom yum. 

Zupa won ton.
Wśród dań głównych prym wiodła aromatyczna i soczysta kaczka o chrupiącej skórce, podana z mango i przecierowym sosem z jabłek (49 zł) do której domówiliśmy ryż jaśminowy (5 zł). Połączenie charakterystycznego smaku kaczego mięsa z delikatnie słodkim sosem i mango to był strzał w dziesiątkę. Na drugim miejscu uplasował się podany na gorącym półmisku kurczak z woka w którym ostry imbir łagodziły orzechy nerkowca (34 zł). Mniej wyrazistym daniem był kurczak teriyaki w słodkim sosie cytrynowo-warzywnym (34 zł), dobry, ale nie zapadający w pamięć. Na stole pojawiły się także kim chi (9 zł) – kapusta pekińska na ostro, makaron sojowy (8 zł), sosy (5 zł) tonkatsu i kabayaki.

Kaczka z mango.
Kurczak z imbirem i orzechami nerkowca.
Kurczak teriyaki w słodkim sosie.
Na koniec - desery. Zamówiliśmy Tajemnicę Cesarzowej (18 zł), Sekret Mandaryna (18 zł) i lody w tempurze (17 zł), choć te ostatnie głównie dla porównania ich smaku z tym samym deserem z restauracji Inaba.Pierwszy z nich, tajemnica Cesarzowej, to ciasto czekoladowe z orzechami i syropem malinowym. Choć określenie "ciasto czekoladowe" nie do końca oddaje konsystencję tego deseru, który jest jakby połączeniem mocno czekoladowych herbatników, miękkiego ciasta czekoladowego i musu o tym samym smaku (a może tak właśnie jest?) z odrobina orzechów i słodkim syropem. Ciekawe zestawienie - głównie za sprawą konsystencji. Wito był bardzo zadowolony z tego deseru.

Tejemnica cesarzowej.
Sekret mandaryna to deser z gatunku tiramisu-podobnych - lekkie ciasto biszkoptowe przełożone mascarpone, malinami i liczi. Choć jego wygląd wymaga dopracowania, w smaku był całkiem niezły.

Sekret mandaryna.
W panierce która kryła gałkę lodów waniliowych czuć było smak dania głównego. Nawet sos malinowy nie był w stanie go zagłuszyć i dlatego ten deser zupełnie nam nie zasmakował. Na szczęście była to jedyna potrawa, która nie wzbudziła pozytywnych emocji.

Lody w tempurze.

Dobre wrażenie pozostawiała po sobie obsługa: uprzejma i kompetentna.
Zamawiając przygotowane przez chińskich kucharzy dania należy zwrócić uwagę czy są serwowane samodzielnie i wtedy dodatki (ryż, makaron, warzywa) do nich zamawiamy, czy też jest to pełne danie do którego nie musimy niczego domawiać.



Wystrój restauracji jest spójny, klimatyczny. Od samego wejścia wiemy czego się spodziewać. Jeśli z Chinami kojarzą ci się np. smoki, ciemne drewniane meble, parawany i lampiony - te elementy znajdziesz na obu kondygnacjach i przylegającym do budynku ogródku. 

Ta pierwsza wizyta była udana i pomimo faktu, iż Mandarin znajduje się z dala od najczęściej uczęszczanych szlaków kulinarnych, z przyjemnością przyjedziemy tam jeszcze nie raz.



P.S.
Tak jak pisałam wcześniej - nieco zaszaleliśmy z ilością jedzenia. Wszystko czego nie zdołaliśmy skonsumować na miejscu, obsługa zapakowała do kartonowych pudełek.


3 komentarze:

  1. Może ten deser cesarzowej, to było coś w tym stylu? http://arnikowakuchnia.blogspot.it/2013/07/magiczne-ciasto-czekoladowe.html

    Restauracja znajduje się co prawda totalnie nie w mojej okolicy, ale po takiej rekomendacji... chyba mam dobry pretekst na wycieczkę do Powsina :)
    Fajnie, bo chińszczyzne w Warszawie jadam tylko w Cotu (obskurny bar w Pawilonach przy Nowym Świcie- kurczak z grzybami mun- poezja!!) i czasami chciało by się czegoś więcej, niż tylko dobrego jedzenia.. np. mniej obskurnego wystroju ;D
    Dziękuję za kolejną super podpowiedź, gdzie się wybrać i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio miałam ochotę na chińszczyznę i namówiłam męża na wycieczkę do tej restauracji i rzeczywiście było warto. Miło, smacznie, wyszłam z tej restauracji najedzona i zadowolona, że wreszcie mogłam zjeść dobrą chińszczyznę, a nie taką z przydrożnej budki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nasza opinia była pomocna. Mam nadzieję, że restauracja będzie trzymać standard lub go podwyższy (chyba nie ma nic gorszego, niż nastawić się na dobre jedzenie i profesjonalną obsługę, a zastać coś zupełnie innego...).

      Pozdrawiam

      Usuń