sobota, 16 lutego 2013

Czyli Chilli, Warszawa.

Czyli Chilli - czyli tak właściwie co? Zastanawiałam się nad tym przed wizytą w restauracji o nazwie "Czyli Chilli" (Warszawa, ul. Oboźna 9), czy wszystko będzie piekielnie ostre i po zjedzeniu przystawki będę, niczym legendarny Smok Wawelski, zionąć ogniem, czy może przełknę dawkę ostrych przypraw bez szwanku dla zdrowia? Sprawdziłam informacje dostępne na firmowej stronie www. Ponieważ nie jestem miłośniczką bardzo ostrych potraw, z ulgą przyjęłam informację, iż w lokalu każde z dań jest doprawione według naszego życzenia. Możemy wybierać w pięciostopniowej skali ostrości, czyli, przynajmniej teoretycznie, każdy znajdzie coś dla siebie.


Do Czyli Chilli trafiliśmy w dość mroźny dzień, więc na sam początek zamówiliśmy gorącą herbatę z owocami i sokiem (12 zł). Ponieważ korzystaliśmy z kuponu promocyjnego, oferta dań była bardzo ograniczona (po 2 rodzaje przystawek, zup i dań głównych + 1 deser).

Sałatka z lososiem.

Gruszki na sałacie.
Na przystawkę serwowano sałatki, spróbowaliśmy obu wersji: z łososiem (pomidorem i ogórkiem) oraz z gruszkami na ciepło w sosie serowym z orzechami. Smak był dobry, szkoda tylko, że proporcje mocno zachwiane (dużo sałaty lodowej i mała ilość pozostałych składników). Obie sałatki nie występują w normalnym menu.

Zupa z czerwonej soczewicy.
Mając do wyboru rosół lub zupę z czerwonej soczewicy z wiórkami kokosowymi (i papryką), zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję (zupa – 10 zł). W. zamówił zupę z drugim poziomem ostrości, ja – bez dodatkowego chilli. Zupa była gęsta, z wyczuwalnymi kawałkami soczewicy i wiórków (taka konsystencja była odpowiednia, w wersji zmiksowanej na krem mogłaby stracić nieco z charakteru ;-)). Wersja z dodatkiem chilli była przyjemnie pikantna i dlatego W. podtrzymał ten poziom ostrości przy daniu głównym na które wybrał rumiane żeberka w sosie z palonej kawy i chilli podane w zestawie z frytkami angielskimi i surówką (zestaw kosztuje – 29 zł). Mój wybór padł na danie, które dopiero ma się pojawić w menu restauracji, a mianowicie – kurczaka w sosie, z zapiekanym ziemniakiem i grillowanymi warzywami (cena dania jeszcze nie jest znana).
Oba dania były smaczne, porcje – w sam raz by zapanować nad średnim głodem (W. zjadł całość i miał jeszcze miejsce na dokładkę, dla mnie wystarczyło 3/4 porcji).

Żeberka w sosie z palonej kawy i chilli.

Grillowany kurczak w sosie.
Na sam koniec zostało ciastko, które w menu znajdziemy pod nazwą „Najlepsze ciastko na świecie – gorące, czekoladowe ciastko z płynną czekoladą” (17 zł), które także może być podane z chilli. Deserowy wypiek był udany, najlepszy na świecie raczej nie, ale jest tak dobre, że chętnie na nie wrócimy. Delikatnie słodkie ciastko, o wyczuwalnym smaku kakao podane było z odrobiną wiśni. Zapieczone z zewnątrz w środku ukrywało płynny środek - całość - bardzo dobra.

Ciastko czekoladowe z płynną czekoladą.
Sama restauracja zrobiła na nas dobre wrażenie. Wnętrze urządzone jest prosto, obsługa jest uprzejma, o daniach potrafi powiedzieć coś więcej niż tylko wyrecytować zdania zawarte w karcie dań. Jeśli szukamy czegoś zapadającego w pamięć, lepiej poszukać innego lokalu. Jeżeli zależy nam na restauracji w której można zjeść smaczny posiłek w dobrej cenie, to dobrze trafiliśmy.

1 komentarz:

  1. Słyszałam o tej restauracji od koleżanki, która bardzo lubi pikantne potrawy. Zamówiła najostrzejsze danie główne i przy pierwszym kęsie się popłakała :D Później wybrała słabsze i zjadła ze smakiem, generalnie o restauracji wypowiadała się w superlatywach, ale nie wspominała, że mają tam takie apetyczne desery :)

    OdpowiedzUsuń