piątek, 30 listopada 2012

Przystawka z kultury - ze skandalem w tle?

Sam tytuł wczorajszego spotkania - Sztuka skandalu i skandale w sztuce, oraz zapowiedziane menu: 45g krewetek/100kg dwutlenku węgla, krew i ciało, jądra na języku i węgorz, były obiecujące. Przewodnik spotkania - krytyk sztuki Monika Małkowska, zapowiadała ciekawą opowieść o skandalach i, co za tym idzie, duże emocje.

Od samego początku kiedy, wieczorową porą, spotkaliśmy się w Galerii Nieformalna, w powietrzu czuć było pozytywne napięcie. Dość duże grono gości rozglądało się po wnętrzach goszczącej nas galerii i powoli zajmowało miejsca przy nakrytym białym obrusem stole. Z ciekawością spoglądaliśmy na menu, głośno zastanawiając się jakie potrawy kryją się pod enigmatycznymi opisami...

Skandaliczna Przystawka rozpoczęła się od akcentu muzycznego. Znana z swingującej wersji Franka Sinatry piosenka "My Way" (oryginał "Comme d'habitude" wykonywał Claude François), została zaprezentowana w mocnej wersji Niny Hagen. Od punkowej wersji evergreena płynnie przeszliśmy do tematu skandali w sztuce. Usłyszeliśmy m.in historię o prerafaelitach i modelce z obrazu "Ofelia" Johna Millais, która długie pozowanie przepłaciła niemalże utratą życia, o skandalu jaki był związany z obrazem "Tratwa Meduzy" Théodora Géricault i o "Ostatniej Wieczerzy" autorstwa Paola Veronese. Mielismy także okazję wspólnie zastanowić się nad tym co obecnie jest skandalem w sztuce, i co jeszcze nas może zaszokować. Jednak nie samym słowem człowiek żyje. Rozmowy o sztuce przeplatały się ze sztuką kulinarną, którą, tradycyjnie już, przygotował Aleksander Baron. Co prawda, nie doczekaliśmy skandalicznych jąder na języku (produkt utknął w drodze), ale pozostałe dania wbudziły nie mniejsze kontrowersje.

Starterem był tatar przykryty kromką dobrego razowego chleba. Nie jestem fanką mięsa, ale spróbowałam zaserwowanego surowego czerwonego mięsa, którego wystrzegałam się aż do wczoraj. Mięso było delikatne, można by wręcz powiedzieć, iż rozpływało się w ustach. Po paru kęsach dowiedzieliśmy się z jakiego mięsa zrobiony był tatar - z koniny. Do teraz mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie wiem czy bardziej dlatego, iż była to konina, czy dlatego, że była to konina, która mi smakowała. Nie pomogła informacja, że niektóre ludy zjadają koninę w hołdzie tym pięknym zwierzętom.


Po kontrowersyjnym starterze na stole pojawił się kieliszek z wódką i nadzianym na wykałaczkę kawałkiem minogi (w zamian za węgorza). Minoga, która jest gatunkiem objętym ochroną, także wzbudziła dyskusję - czy w imię dostarczania rozkoszy podniebieniu możemy posuwać się do zjadania gatunków wymierających (na szczęście jedzona minoga, jako że w sieci trafiła przypadkiem, mogła być skonsumowana bez wyrzutów sumienia związanych z jedzeniem chronionego gatunku)?


Następna w kolejności była przepyszna krewetka (parę osób nie mogło się przemóc i ostateczne nie tknęły usmażonego na maśle skorupiaka z oczami).


Po krewetce spróbowaliśmy kurczaka, by na koniec zjeść, dla niektórych obrazoburcze, "krew i ciało", czyli opłatek podany z kroplami zredukowanego czerwonego wina.


Było, jak zawsze, ciekawie i smacznie. I, jak przy każdej kolejnej Przystawce bywa, czasu na rozmowy było za mało. Gdyby nie ustalone ramowe godziny spotkań, dyskusje ciągnęły by się do białego rana.


P.S. "My Way" w punkowym wykonaniu Niny Hagen.


2 komentarze:

  1. Koniny to bym w życiu nie zjadła! Juz chyba prędzej te bycze jądra ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak twierdziłam, ale już wiem, że nie należy mówić - nigdy :-)

    OdpowiedzUsuń