czwartek, 25 października 2012

Warburger, Warszawa

Po burgerach z Charlie Food & Friends czułam przesyt. Wydawało mi się, że przez najbliższe 365 dni nie tknę kanapki tego typu. Jak to jednak często bywa, niewiele trzeba by takie nastawienie uległo zmianie. Tym razem wystarczyła świadomość tego, że nowe dla mnie miejsce jest na wyciągnięcie ręki. Po pracy, a przed wieczornymi zajęciami, wyciągnęłam W. z samochodu i skierowaliśmy kroki w kierunku budki z napisem Warburger (Warszawa, ul. Dąbrowskiego 1).


Mały lokal, w środku wszystkie miejsca zajęte. Pomimo bardzo orzeźwiającej temperatury powietrza, zajęte były także stoliki stojące przed budką z burgerami. Zamówiliśmy cheeseburgera i BBQ-burgera (chciałam wersję z rybą, ale okazało się, iż dostępna jest tylko w piątki).






2 komentarze:

  1. prosze was lansiarska buda , laski które jedzą jednego na trzy , chodza aby byc i pokazac sie przez szybe , słoica rządzi ich gusta tyż

    OdpowiedzUsuń
  2. Burgerownia na pięknym, zielonym skwerze, który ma z założenia służyć wypoczynkowi, relaksowi mieszkańców. Mogłaby być cennym do tego skweru dodatkiem.
    I co? Przez cały dzień - od rana do wieczora - wyje, jak stojący non-stop na tym skwerze tramwaj, bo ma prymitywny (kupiony za 124 zł) wentylator na dachu. Właściciela nic nie obchodzi środowisko, w które się wmeldował, ani ludzie, którzy muszą tego nieustannego, męczącego hałasu słuchać.
    Wiem, że znajomi prosili kilkakrotnie w ciągu ostatniego miesiąca o wyłączenie uciążliwego wentylatora. I co? Właściciel ma to (oględnie mówiąc) w głębokim poważaniu. Liczy się tylko forsa.
    Fajna miejscówka? Niefajna. Fatalna. Pasożyt, którego sąsiedzi nic nie obchodzą.
    Życzymy, żeby ta karma, na którą usilnie pracujecie, jak najszybciej wam odpłaciła !!!

    OdpowiedzUsuń