sobota, 1 września 2012

Sapaya - tłusto i ciężkostrawnie.

Już dawno nie trafiliśmy do miejsca, które wywołało u nas taką zmianę nastrojów. Początkowe zwątpienie (czy to aby na pewno jest restauracja?!), szybko zmieniło się w zadowolenie (korzystne ceny), by ostatecznie zamienić się w rozczarowanie...


Specjalizująca się w kuchni wietnamskiej restauracja Sapaya (Warszawa, Al. Jana Pawła II 52-54) to miejsce, które przypomina większy bar. Brakujące litery w haśle reklamowym, śmieci na podłodze ogródka letniego i ogólne wrażenie zaniedbania - to z zewnątrz. W środku jest schludnie - proste umeblowanie, zdjęcia na ścianach. Do tego - unosząca się w powietrzu charakterystyczna woń oleju do smażenia. Niestety. Nie zrażeni tym zapachem siadamy do stolika. W ekspresowym tempie podeszła do nas miła kelnerka, którą prosimy o polecenie najlepszych dań. Wszystkie pozycje z menu przygotowywane są w krótkim czasie. Dania można zamówić i zjeść na miejscu, można także zamawiać je przez telefon.

 
Potrawy w menu przyporządkowane są do ok. 10 grup. Z grupy "Przystawki i zupy" wybraliśmy nem wegetariańskie (7 zł.) - czyli sajgonki. W kuchni wietnamskiej sajgonki - nazywane są nem, nem rán (w kuchni z północy Wietnamu) lub cha gio (w kuchni południa Wietnamu). Z przystawek wybraliśmy także paluszki krabowe (7 zł). Z pozycji "Smaki na pałeczkach. Kurczak i kaczka pieczona", zdecydowaliśmy się na polecony przez obsługę - Sapaya II, czyli kurczak a la Tu-An w sosie słodko kwaśnym oraz ryż smażony z krewetkami (17 zł, Inne dania i dodatki).

Paluszki krabowe.

Obie przystawki były podane z surówką z białej kapusty. Do tego sos słodko-kwaśny. Nadzienie sajgonek stanowiło ok. 5 % dania, pozostałe 95% przypadało na ciasto, które niemalże kapało od tłuszczu. Ta sama uwaga dotyczy paluszków krabowych, których smak został zdominowany przez wysmażony olej. Oboje mieliśmy wrażenie, że olej do smażenia nie był pierwszej świeżości. Po przystawkach przyszła kolej na ryż smażony z krewetkami oraz kurczaka a la Tu-An w sosie słodko kwaśnym (17 zł). 

 Sajgonki wegetariańskie.


Kiedy Wito zobaczył swoją porcję, uśmiechnął się. Jednak po spróbowaniu dania, uśmiech zniknął z twarzy w równie szybkim tempie, jak się pojawił. Ryż z warzywami i krewetkami również miał smak oleju do smażenia. Co z tego, że krewetek było dużo, jeśli wszystko było bardzo, bardzo tłuste i niedobre.

  Ryż smażony z krewetkami.

Zamówiony przeze mnie kurczak w sosie słodko kwaśnym, został podany z ryżem i surówką z białej kapusty, ale bez sosu. Do tego dania miałam zużyć sos, który pozostał z sajgonek. Po skosztowaniu kurczaka stwierdziłam, że smakuje tak jak wszystkie poprzednie dania, czyli źle. Kawałków było sporo, ale smaku kurczaka nie znalazłam w żadnym ze zjedzonych. Trudno powiedzieć, jak były doprawione potrawy, nie czuliśmy tego. Wszędzie tylko panierka i olej. Z tego powodu nie byliśmy w stanie zjeść żadnej z porcji do końca. Z pewnością wyszło nam to na zdrowie, kolejnych porcji smażonek nasze organizmy mogłyby nie przetrwać.

 Kurczak w sosie słodko kwaśnym.

Po tak ciężkostrawnych doświadczeniach będziemy szerokim łukiem omijać „restaurację” Sapaya, a na dalekowschodnie dania smażone udamy się np. do restauracji Inaba lub Hong Kong House.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz