niedziela, 22 lipca 2012

Teatr Sushi - nieszczególnie.

Teatr  Sushi (Plac Piłsudskiego 9, Warszawa) to mały lokal ukryty pomiędzy restauracją Bistro de Paris Michel Morand i jeszcze jednym lokalem. Oglądany z ulicy niczym się nie wyróżnia, w środku – podobnie. Nic szczególnego - powielony schemat większości restauracji serwujących dania kuchni Dalekiego Wschodu: bambus, trzcina i różnego rodzaju „durnostojki”. Do tego, z głośników dobiegały dźwięki popularnego radia, prezentującego muzykę, która nijak nie przystawała do klimatu, który miało stworzyć wnętrze.
Do Teatru Sushi udaliśmy się na niedzielny wczesny obiad, po godzinie 13.00 byliśmy jedynymi gości, załogę Teatru stanowił kucharz i kelnerka.Z menu wybraliśmy zupę (nie pamiętam nazwy, podpowiedzi nie znalazła, na stronie internetowej lokalu, gdyż takowa nie funkcjonuje) oraz złożyliśmy zestaw składający się z różnych rodzajów maki. Zupa trafiła na stół po ok. 10 minutach, na sushi czekaliśmy jeszcze kolejne 20 minut.


Futomaki były tak duże (większość wypełnienia stanowił ryż), że nie sposób ich było zjeść za jednym razem, kawałek wystarczał na dwa-trzy ugryzienia. Hosomaki również nie miały rozmiarów idealnych do zjedzenia na jeden kęs (każde zjedzenie kawałka wymagało szerokiego otwarcia ust). Składniki były świeże, ale jedno zastrzeżenie mam do nori, które były dość twarde i żujące się.

Ogólnie – miejsce trochę nijakie - ni dobre ni złe, może dlatego wybierając sie kolejny raz na sushi skierujemy kroki do innego lokalu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz