sobota, 28 lipca 2012

Mała Gruzja - poszukiwania trwają


   Czasami tak bywa, że słuchając opowieści o danym kraju, zwyczajach w nim panujących, zabytkach  oraz kuchni, pragniemy jego poznania. Niestety, nie zawsze mamy możliwość wybrania się w rejony o których tyle usłyszeliśmy i dość często jedyną drogą w wymarzonym kierunku, pozostaje ulica prowadząca do restauracji...






   Tym razem ulica doprowadziła nas do restauracji gruzińskiej - Mała Gruzja (ul Nowogrodzka 40, Warszawa), do której trafiliśmy w porze wczesnego obiadu. Na miejscu szybko zajęła się nami miła kelnerka, która pomogła w wyborze dań. Zamówiliśmy napój z granatów, tan - napój jogurtowy, sałatkę szopską, pleskawicę grumańską, charszo oraz ciasto miodowo-orzechowe. Sałatka szopska była dobrze doprawiona, warzywa świeże. Porcja wystarczająca by zwalczyć mały głód. Dania główne były połączeniem przeciętności i czegoś dobrego. Przeciętny był zestaw sałatkowy oraz ryż, których smaki możemy znaleźć zarówno w restauracjach kresowych, bałkanskich jak i bliskowschodnich.


 Na uwagę zasłużyły mięsa - cielęcina w sosie orzechowym, czyli charszo. Kawałki cielęciny były delikatnie przyprawione, sos orzechowy doskonale dopełniał smak mięsa. Pleskawica gurmańska to kotlet siekany z mięsa wołowo-wieprzowego, który wzbudził nieco mniejszy mój entuzjazm, a to dlatego, że był zbyt mocno przyprawiony i przysmażony.


Dla drugiego podniebienia ten smak był w sam raz. Deser nieco nas zawiódł - ciasto (wypieki tego typu bez trudu kupimy w sklepie) podane było z bitą śmietaną w sprayu, która w ogóle do niego nie pasowała.



   We wnętrzu Małej Gruzji nie zaznaliśmy ochłody - było ciepło i mieliśmy wrażenie, że wentylacja pompowała powietrze z kuchni do pomieszczeń restauracyjnych. To dość kłopotliwe gdy zapach obiadu zostaje z nami na dłużej. Uciążliwy był także rozmiar stolików. Zamówione dania nie zmieściły się na jednym stoliku, dla komfortu musieliśmy korzystać z dwóch.

   Podsumowując, dobre mięso ginie w przeciętności. Dla kuchni gruzińskiej zostawiamy otwarte drzwi, może kolejne zapoznanie będzie bogatsze w pozytywy. Jeśli wrócimy do Małej Gruzji to zapewne zimową porą, a z menu wybierzemy dania mięsne. Może do tego czasu kuchnia wzbogaci się o nowe dodatki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz