piątek, 22 czerwca 2012

Bastylia - nie tak francuska...


Spotkanie towarzyskie, dwie osoby, wolne popołudnie. Okolice Placu Zbawiciela. Krótkie poszukiwania miejsca gdzie można usiąść i zjeść. Mijamy parę gwarnych lokali i trafiamy do Bastylii (Warszawa, ul. Mokotowska 17). Zachęcił nas do tego spokój i wolne stoliki.
Po przestąpieniu progu lokalu przedstawia nam się kelner (jeśli dobrze pamiętam - Tomek), który proponuje niski stolik z fotelami. Podaje karty menu i zostawia nam parę chwil do namysłu. Kiedy wraca proszę go o polecenie czegoś lekkiego i dobrego do zjedzenia. Kelner wychwala różne rodzaje naleśników i proponuje jeden (z suszonymi pomidorami i kurczakiem), którego nazwy nie pamiętam.
Po paru minutach od złożenia zamówienia na stolik trafia niepozorny naleśnik ozdobiony kawałkami sałaty lodowej i dwiema (dosłownie!) kosteczkami pomidora.



Farsz naleśnika stanowiły kawałki kurczaka o smaku kebabu, kawałek suszonego pomidora z zalewy oraz sos - chyba na bazie śmietany (trudno było ocenić, bo dominującym smakiem był kebab). Jednym słowem - rozczarowanie. Niedostatek kulinarny wyrównała sprawna obsługa (choć zdaniem osoby towarzyszącej - zbyt miła i zbyt nadskakująca). Minusem były także niewygodne, w przypadku konsumpcji, niskie stoliki (wyższe były zajęte).



Zapewne jeszcze wrócimy do Bastylii sprawdzić inne polecane dania. Być może uda nam się znaleźć w niej jakiekolwiek oznaki "francuskiej naleśnikarni" o czym wiemy już teraz, dzięki opisowi lokalu w internecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz