poniedziałek, 14 listopada 2011

Inaba = jest pysznie!

To był drugi obiad zjedzony w restauracji Inaba (ul. Nowogrodzka 84/86, Warszawa) i po raz drugi byliśmy bardzo zadowoleni z takiego wyboru. Chyba nawet bardziej niż za pierwszym razem, kiedy to czas oczekiwania na potrawy bardzo się wydłużał. Tym razem dania podawane były szybciej, a obsługa była równie miła jak podczas pierwszej wizyty.

Niedzielna szara aura sprawiła, że postanowiliśmy dodać nieco orientalnych kolorów i kulinarnie zaszaleć ;) Na początek zamówiliśmy Gyoza - pierożki z nadzieniem mięsno warzywnym oraz Kani harumaki - spring rolls z ciasta filo z mięsem z kraba.



Podsmażone i ugotowane pierożki były bardzo dobre, ich tajemnica polega na odpowiednim przygotowaniu. Najpierw lepimy niewielkie pierogi, następnie podsmażamy je z
jednej strony. Kiedy jedna strona już się przyrumieni, dolewamy na patelnię wodę i przykrywamy, tak by pierogi mogły się ugotować na parze. Po paru minutach zdejmujemy pokrywkę i pozwalamy aby woda wyparowała i część już wcześniej podsmażona raz jeszcze się zarumieniła.



Po przekąskach zjedliśmy zupy: Nameko Jiru z pasty sojowej z grzybami nameko, oraz Iwashi Isumire Miso-shiru z pasty sojowej z tsumire z sardynek. Obie zupy były bardzo delikatnie doprawione, choć wielbiciel konkretnych smaków mógłby powiedzieć, że zupy były bez smaku. Drugie danie Wita stanowił Wafu-itame Gohan, całkiem spora porcja smażonego ryżu z wieprzowiną, krewetkami i jajkiem. Moje drugie danie ograniczyło się tylko do Sake teriyaki - wyśmienitego łososia z rusztu w sosie teriyaki. Łosoś był pierwsza klasa! Doskonałe połączenie smaku słodkiego, słonego i kwaśnego. Wito się ze mną zgodził, łosoś bezapelacyjnie zasłużył na wyróżnienie "patelnią po głowie". Choćby dla tego jednego dania warto się wybrać do Inaby! (jeszcze teraz na samo wspomnienie tego smaku cieknie mi ślinka ;))



Na sam koniec obiadu, na stół wpłynął zestaw sushi - Jo (8 szt.nigirizushi: łosoś x 2, tuńczyk x 2, krewetka, biała ryba x 2, węgorz, 6 szt.makizushi: łosoś, ogórek).



Uwieńczeniem niedzielnego popołudnia w Inabie były desery: Wito kolejny raz się skusił na lody smażone w tempurze, ja postanowiłam spróbować Dorayaki. To ciastka z nadzieniem z czerwonej fasoli, w Inabie podane z gałką lodów waniliowych. Połączenie ciasta biszkoptowego i słodkiego nadzienia z czerwonej fasoli było dla mnie czymś nowym i muszę przyznać, że bardzo mi smakowało. Wito nie podziela mojej opinii i zdecydowanie bardziej od fasoli na słodko woli gałkę lodów w cieście kokosowym, usmażoną w głębokim tłuszczu, i podaną z gorącym sosem malinowym. Ja stawiam znak równości pomiędzy tymi deserami :)




Jednak bez względu jaki deser lub danie wybierzesz, w Inabie masz pewność, że wszystko będzie bardzo dobre. W każdym razie ja i Wito śmiało polecamy tę restaurację.

Lola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz