niedziela, 16 października 2011

Eklektyzm i moje trzy grosze

Wczoraj spędziliśmy popołudnie na przyjęciu urodzinowym, które obyło się w portugalskiej  restauracji Felicidad (ul. Sobieskiego 10, Katowice). Restauracja dysponuje dwoma salami: restauracyjna do której wchodzimy bezpośrednio z ulicy oraz bankietowa która znajduje się na 4 piętrze stojącego obok biurowca. Parę lat temu byłam na urodzinowej kolacji w Felicidad, wtedy kameralne przyjęcie było zlokalizowane na parterze.

Tym razem wjechaliśmy na czwarte piętro, na którym znajduje się sala bankietowa w której króluje eklektyzm. Takiego pomieszania jeszcze nie widziałam! Na ścianach wiszą zarówno symbole starożytnego Egiptu jak i kopie malowideł starorzymskich sąsiadujące z obrazami olejnymi o tematyce wiejskiej. Jakby tego było mało, w sali mamy jeszcze kominek wyłożony ozdobnymi kaflami obok którego  w ścianę wbudowano mini źródełko. To jeszcze nie koniec! Wszystkie stiuki wykończone są kolorem złotym, w tym kolorze są także kolumny. Od całości odcina się bar, który jest w stylu... który jest bez stylu. Jeśli nie potrafisz sobie tego wobrazić, zapraszam do restauracyjnej galerii.


Na szczęście nie przyszliśmy tam by kontemplować wystrój wnętrz ;) Przemiłe towarzystwo, w tle ulubiona muzyka solenizantki. Przyjęcie urodzinowe zapowiadało się bardzo dobrze i takie właśnie było. Serwowane w restauracji Felicidad jedzenie było bardzo dobre, ale...... poza winem, nie miało w sobie nic z Portugalii (a przecież za taką restauracja chce uchodzić).


Na urodzinowe menu złożyły się m.in. śledzie, przepiórcze jajka z kawiorem, marynowane grzyby, wędzony łosoś, bardzo dobra zupa grzybowa i pieczona szynka  podana z zapiekanymi owocami. Podane na stronie www menu również mocno odbiega od klimatów portugalskich.

Po koniec przyjęcia restauracja serwowała puszysty sernik, a ja wtrąciłam swoje trzy grosze pod postacią kolejnego eksperymentalnego tortu w którym połączyłam dwa rodzaje ciasta (biszkopt biały i orzechowy) i trzy rodzaje masy (krem czekoladowy z wiśniami w spirytusie i orzechami, krem kawowy z figami w rumie oraz masa marcepanowo-adwokatowa).


Oczywiście nie mnie oceniać efekt tego eksperymentu, ale po tempie znikania tortu z talerzy i pozytywnych opiniach gości wnioskuję, że eksperyment mogę uznać za udany :) (aż żałuje, że wszystkie eksperymenty robione są na oko, bez zapisywania proporcji składników, ale kiedy skupiam się na robieniu czegoś, brakuje mi rąk, które odmierzały by ilości i skrzętnie je notowały. Chyba muszę pomyśleć o pomocniku kuchennym ;))

Wracając do restauracji, w Felicidad dania nam smakowały, ale nie było w nich ani odrobiny smaku Portugalii, tę znaleźliśmy tylko w winie.

Lola

P.S. póki co restauracja Portucale w Warszawie będzie dla mnie odnośnikiem dla portugalskich smaków.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz