niedziela, 23 października 2011

Cantucci na śniadanie.

Od dziecka chodziłam późno spać. Uwielbiałam nocne późne odrabianie lekcji, wieczorne czytanie książek i nocne słuchanie audycji w radiowej Trójce. Gorzej wyglądała sprawa wstawania do szkoły, zawsze maksymalnie przeciągałam wstawanie z łóżka i wyjście z domu. Sobota i niedziela to był raj, czyli spanie do oporu.

Z czasem zaczęłam wcześnie wstawać w weekendy, chodziłam po świeże pieczywo, budziłam domowników na śniadanie. Z czasem, wczesne wstawanie w wolne dni stało się moim nałogiem i kiedy tylko zbliża się wolny dzień, mój organizm wskakuje na najwyższe obroty, a do głowy, w tempie ekspresowym, przychodzą nowe pomysły. Co by tu zrobić? To pierwsze pytanie, które pojawia się w mojej głowie po przebudzeniu.
Tym razem wybór padł na cantucci.

Kiedy weszłam do kuchni, zegar wskazywał nieprzyzwoicie wczesną, jak na niedzielę, godzinę 4.37. W pamięci miałam pyszne cantucci, przygotowane przez J., wersja z masłem i beztłuszczowa. Pozostałości uzyskanego od niego przepisu ograniczyły się do migdałów, mąki, jajek i odrobiny cukru. Dodanie odrobiny soku z cytryny i proszku do pieczenia to już raczej domyślenie się.


Ugniatanie twardego ciasta naszpikowanego migdałami to niezły masaż dłoni ;) Na szczęście ciastka nie należą do pracochłonnych i skomplikowanych. Dość sprawnie (krojenie migdałów, przygotowanie i wyrobienie ciasta zajęło mi ok. 15 min), jak na pierwszy raz, udało mi się przygotować dwie porcje ciasta. Pieczenie zajęło nieco więcej czasu (mały piekarnik pomieścił tylko 20 ciastek na raz), ale już po pierwszych 10 minutach pieczenia, po mieszkaniu rozchodził się smakowity zapach ciasta.


To był chyba jedyny minus tego pieczenia. Oczywiście taki minus z przymrużeniem oka. Nie brałam od uwagę tego, że zapach obudzi Wita, któremu wstawanie w niedzielę ok godz. 6.40 nawet się nie śniło ;) Na szczęście ciastka wynagrodziły mu ten niedostatek snu, a przechowane w puszce, umilą jeszcze niejedną herbaciana porę.

Lola

P.S. niestety do idealnych cantucci zrobionych przez J., jeszcze długa droga...

2 komentarze:

  1. o geez, nic mi się nie śniło bo spałem snem sprawiedliwego :D moja pierwsza refleksja smakowa objawiła się w formie pytania - dlaczego Lola zrobiła miętowe kamienie??? dopiero później do mnie dotarło, że to są ciastka z migdałami, bardzo dobre zresztą. no ale tak to jest jak wstajesz po godzinie 6 w dzień wolny od pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja znów zapytam o przepisy... ;P beda jakies?

    AnonImka

    OdpowiedzUsuń