sobota, 22 października 2011

Calvin Armani nie jada kebabów :-(

Jeśli twoja żona (opcjonalnie inna życiowa partnerka) lubi modę to miej świadomość, że prędzej czy później wylądujesz na jakimś pokazie łachów. Powszechnie wiadomo, że taki pokaz to globalne centrum młodych wychudzonych dziewczynek, starszych Pań po liposukcji i chłopców, którzy pomylili płeć i ostatecznie założyli bloga o modzie. Kebaba tam nie dostaniesz, bo naczelnym pokarmem tej grupy społecznej jest woda, podobno i tak zwierająca zbyt dużo kalorii.


Zatem siedzę karnie w drugim rzędzie od wybiegu. Podziwiam piękną dekorację sufitu, wyceniam wartość oświetlenia tudzież zapuszczam z podziwem żurawia na gentelmana z lewej. Moją ciekawość wzbudził fakt, że razem ze swoją żoną (opcjonalnie inna życiową partnerką) smarował sobie czule usta wazeliną o smaku owocowym. Choć sam nie jestem emanacją Brudnego Harrego, Hansa Klosa i nawet Miroslava Klose to jednak ust nie nacieram błyszczykiem. Serio ;)

Mój szczerze zdziwiony mózg pogodził się z faktem, że okoliczni mężczyźni lubią depilować nogi, gdy oto nastąpiło kolejne zderzenie z fashion reality. Prowadząca pokaz zachęcała do zakupu nowych kolekcji rodem z Berlina, proces sprzedaży wzmacniając autorskimi żarcikami. Na kabareton bym jej nie wysłał, ale zdziwiła mnie reakcja otoczenia, nieco jakby zawistnego wobec konferansjerki. Może to kwestia jej butów w kolorze złota i w cenie za sto baniek. Tak czy inaczej szydło wyszło z worka, że jakiś tam procent tej dystyngowanej i modowej rzeczywistości to zwykli mali hejterzy. Taka dygresja.

Pomijając moje złośliwości i żarciki niskich lotów - przyznam, że pokaz to dla mnie coś nowego i do tej pory oglądanego li tylko w TV. Taki mikrokosmos gdzie zajebistość jednostki jest determinowana przez niepraktyczność jej ubioru ;) Poza tym to kolejne doświadczenie, które utwierdza mnie w przekonaniu o wyższości kulinarnej sensu largo kebabów nad wodą mineralną. Smacznego!   

Wito

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz