piątek, 14 października 2011

Zakopane, restauracja Watra. Pierwsze wrażenie i... na tym poprzestańmy

Czy lubisz ogrzewać się przy kominku? Zwłaszcza kiedy na dworze jest zimno, mokro i wieje wiatr lub gdy mróz maluje na szybach abstrakcyjne wzory i spowija świat siwą mgiełką... Ja uwielbiam to uczucie kiedy zmarznięta wchodzę do pomieszczenia w którym jest kominek, palenisko lub stary piec kaflowy (kaloryfery nie mają w sobie tej magii). I te pierwsze uderzenia ciepłego powietrza w zmarznięte policzki. Jeśli do tego dodam jeszcze smakowity zapach jedzenia - jest cudownie!


Takiego pięknego połączenia spodziewałam się kiedy trzy dni temu zmarznięci wracaliśmy z ośnieżonego Kasprowego Wierchu w kierunku Krupówek i zobaczyliśmy restaurację Watra (ul. Zamoyskiego 1, Zakopane). Temperatura powietrza oscylowała wokół dwóch kresek, przez duże szyby restauracji zachęcająco błyskał ogień z paleniska. Przy drzwiach szybko pojawił się kelner, który wręczył nam karty menu i zaprosił do środka (w takiej właśnie kolejności). Wizja ciepłego posiłku osłabiła naszą czujność ;) i weszliśmy do środka. Ulokowany przy wejściu grill zapełniony apetycznie wyglądającymi  mięsami i szaszłykami zrobił na nas dobre wrażenie. Zajęliśmy miejsce przy drewnianym stole, na przykrytych skórami ławach. Było miło, powoli odmarzaliśmy.

Z menu wybrałam placek po zbójecku (21 zł), Wito zamówił kotlet zawijany z serem i grzybami, do tego sałatki (6 zł) i grule z masłem i serem (6 zł).


Jak widać na powyższym zdjęciu, placek był chyba przygotowany dla syna zbójnika Rumcajsa - Cypiska (tak, wiem że to bajka o czeskim zbójniku, ale nie znam innego zbójnickiego dziecka ;)). Był mały, bardzo cienki, duża jego część nie nadawała się do zjedzenia z powodu przypalenia (średnio 3-4 cm brzegów). W środku niby gulasz - niby dlatego, że zamiast dobrego mięsa, w środku dominowały żylaste skrawki. Placek polany był śmietaną i posypany niskiej jakości serem (szkoda, że nie wykorzystano do tego oscypka).



Zestaw Witka był bardzo przeciętny. Dużo panierki, mocne przyprawy, w środku trochę pieczarek i tłuszcz. Do tego ziemniak z serem czosnkowym i masłopodobnym dodatkiem.

Choć byliśmy głodni, nie zjedliśmy całych porcji. Oliwy do ognia dolał jeszcze kelner zwracając się do mnie na "ty" i pytając czy może jednak zjem danie do końca! Wrr...  Słyszałam, że niegdyś restauracja Watra była godna polecenia, po tej jednej wizycie mam wrażenie że czasy świetności lokalu już dawno minęły. Zdecydowanie NIE POLECAM tego miejsca.

Po nieudanym obiedzie wyruszyliśmy Krupówkami w poszukiwaniu przekąski i trafiliśmy na ciepłe precle Auntie Anne's. Pierwszy raz jadłam takie precle (na razie w Polsce są dwa miejsca w których można ich spróbować - Krupówki w Zakopanem oraz Stary Browar w Poznaniu. Kolejne piekarnie będą w Warszawie i Płocku) i bardzo mi smakowały. Wybraliśmy wersję tradycyjną oraz z orzechami. Były ciepłe i chrupiące, idealne na chłodny dzień. Aż szkoda, że krakowskie precle/ obwarzanki nie są sprzedawane zaraz po upieczeniu...


Lola

2 komentarze:

  1. potwierdzam Watry nalezy omjać szerokim łukiem. Jedzenie kiepski a obsługa fatalna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli pomimo upływu czasu w restauracji nadal jest tak niski poziom, to aż dziw bierze, że lokal wciąż funkcjonuje. Czyżby, w większości przypadków, głodni turyści nie przywiązywali wagi do jakości jedzenia i obsługi? A może właściciele bazują na tym, że gros ich Klientów pojawi się, zje i już nie wróci? (choć wydaje się, że taka droga była by bardzo krótka)

      Usuń