niedziela, 4 września 2011

Znów o Obiekcie słów kilka...

Ja naprawdę chciałam być mile zaskoczona. Naprawdę miałam nadzieję, że pierwsze spotkanie z Obiektem Znalezionym było nie do końca udane, ale na pewno drugie będzie dużo lepsze!

Nie miałam racji. Może źle wybrałam. W sumie W. był zadowolony... może to ja się czepiam szczegółów, ale... jeśli chcę się napić drinka, a okazuje się, że nie ma jednego ze składników, i kiedy zamieniam drinka na coś innego i znów okazuje się, że brakuje składników, to naprawdę jest to bardzo denerwujące!
W końcu zamawiam to, co jest - sencha mohito. Połączenie wody, soku z cytryny, dużej ilości cukru, listków mięty i lodu.


Jako danie główne wybieram ravioli ze szpinakiem, kozim serem i pesto. Pojawia się ten sam problem, który jawił się podczas pierwszej wizyty czyli ciasto. Ja nie przepadam za grubym ciastem na makaron lub pierogi, i nie jestem fanką proporcji w których 4/5 dania to ciasto, a 1/5 zawiera w sobie nadzienie i sos. Nawet jeśli to nadzienie jest dobre, to i tak gubi się w dużej ilości ciasta je otaczającego. Tak właśnie było z ravioli w Obiekcie Znalezionym. Miały ok. 5 cm średnicy! z czego większość stanowiło ciasto. Dobre danie do szybkiego zapchania się ;)


Po  ravioli drugie podejście do szarlotki. Tym razem już bez lodów. Ciasto bardziej wypieczone niż za pierwszym razem, kruszonka znów rozmoczona, więc bez rewelacji.

Nie wiem czy skusimy się raz jeszcze i damy trzecią szansę Obiektowi Znalezionemu. Może poczekamy na zmiany, ale nie wiem czy wtedy to nadal będzie Obiekt Znaleziony.

Lola

1 komentarz: