niedziela, 25 września 2011

Portucale, Portucale

Nie pamiętam kiedy ostatnio „umierałam z przejedzenia” i było mi z tym dobrze... Czy zdarza Ci się jeść coś tak dobrego, że ciągle masz ochotę na więcej, że jedynym ogranicznikiem jest pojemność brzucha? Z jednej strony pojawiają się wyrzuty sumienia, że po co się tak objadać, przecież to tyle kalorii, przecież to niezdrowo. Z drugiej strony pojawia się to błogie uczucie, które trudno opisać oraz wszechogarniające lenistwo... Tak właśnie było kiedy skończyliśmy konsumpcję w Portucale. Wielkie błogie lenistwo
i małe wyrzuty sumienia, które zwalczone zostały przez wciąż unoszący się w powietrzu zapach wanilii i truskawek.




Muszę zacząć od końca. Zapach wanilii i truskawek pochodził z dania, które zamówił Wito, czyli gorących truskawek w sosie a'la kogel-mogel - Morangos a Portucale. Porcja była duża, mając na uwadze, że był to deser to porcja była bardzo duża. Głęboki talerz wypełniony truskawkami ukrytymi pod pysznym sosem, wszystko zapieczone, cudnie pachnące i rewelacyjnie smakujące (aż teraz na samo wspomnienie tego deseru wzmogły swą pracę slinianki). Mój deser, czyli Gelado de coco recheado – kokos wypełniony sorbetem na bazie mleczka kokosowego, był bardzo aromatyczny i dobry. Miks obu deserów był przepyszny! Śmiało mogę powiedzieć, że desery zasłużyły na określenie „patelnią po głowie”.

Przed deserami nasz wybór padł na ryby: Dourada a chefe Costa - doradaz rusztu w sosie z oliwy, oliwek i oregano, podawana z ryżem, szpinakiem i sałatką ze świeżych warzyw oraz zamówiona przez W. Robalo assado na telha com presunto - pieczony okoń morski owinięty szynką parmeńską, serwowany z pieczonymi ziemniakami i grillowanymi warzywami w tradycyjnej portugalskiej dachówce. Ryby były delikatnie doprawione, smakowite. Dodatkowy plus za ciekawie doprawiony szpinak.


Przed daniem głównym były jeszcze przystawki: Croquetes de carne (krokiety z mięsa mielonego z szynką) oraz Rolinhos de queijo com bacon e espinados (roladki z boczku wypełnione serem feta, szpinakiem). Już wiem, że krokiety nie są moim ulubiony daniem w Portucale, gdyby chrupiąca panierka miałabym wrażenie, że to danie dla niemowlaków - konsystencja rozgotowanego ryżu i dość nijaki smak. Roladki z serem feta i szpinakiem były dobre, choć moim faworytem są trójkąty z ciasta filo z takim samym nadzieniem.




Obsługa – tym razem była bardzo uprzejma i kompetentna. Pomimo dużego ruchu (wszystkie stoliki były zajęte) i długiego czasu oczekiwania na potrawy, obsługa nie dawała po sobie poznać, że nie nadążają
z realizacją zamówień.
Już nie mogę się doczekać na kolejną wizytę w Portucale :)

Lola

P.S. odrobina fado do posłuchania...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz