sobota, 10 września 2011

Kuchnia libańska po raz drugi!

Tu będzie wpis o drugiej wizycie w restauracji Fenicja.


A było to tak: jeśli pierwsza wizyta w lokalu wypada umiarkowanie, to ciekawość prowadzi nas w to samo miejsce w celu:
1) zmiany zdania po wypróbowaniu innych pozycji z menu,
2) podtrzymania opinii o przeciętności kuchni pomimo spróbowania nowych dań.
Ponieważ pierwsza była "taka sobie, bez rewelacji, ale i bez porażki", drugi raz obraliśmy azymut na Fenicję. 
I tym razem było bez rewelacji i bez porażki. Koktail avocado, sok ananasowo-imbirowy, potem kabze - kurczak, ryż i orzeszki oraz Fenicja wege. Poza koktailem avocado i hummusem, wszystko było dobre. Tak zwyczajnie, bez pozostawania w pamięci lub choćby w kubkach smakowych...

Lola

P.S. tym razem siedzieliśmy w sali dla palących, która jest słabo oświetlona - stąd zdjęcie na którym niewiele widać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz