sobota, 17 września 2011

Hawira

Placki ziemniaczane. Jedzone na różne sposoby, z rozmaitymi dodatkami. Z dzieciństwem kojarzą mi się głównie niewielkie okrągłe placki ziemniaczane jedzone z cukrem i kefirem/ śmietaną. Wiem, że je się je także z dżemem i popija kakao (pewnie są także inne zestawy). Druga opcja, to placek ziemniaczany wielkości dużego talerza, podany z mięsnym gulaszem, pieczarkami, papryką posypany zółtym serem lub oscypkiem. Dawno nie jadłam takich placków... i od długiego czasu miałam chęć na zjedzenie placków ziemniaczanych.




Dzięki tej chęci oraz wrodzonej skłonności do poznawania, w tym przypadku poznawania nowych smaków, trafiliśmy do restauracji kresowej Hawira (ul. Szkolna 2/4, Warszawa) gdzie mogłam zaspokoić głód placka ziemniaczanego. Placek huculski był bardzo dobry i bardzo duży. Jak widać na zdjęciu, placek był prawie tak duży jak talerz, a talerz miał ok. 32 cm, średnicy. Wypełniony gulaszem, pieczarkami i papryką, posypany wędzonym serem, złożony na pół i podany ze śmietaną. Ledwie zdołałam zjeść 1/3 porcji.


Wito zamówił mocno przyprawione mięso (wołowina, baranina i kurczak) z dodatkami - zestaw krył się pod nazwą Szpada kozackiej watahy. Do tego wszystkiego grzany miód pitny i na koniec wiśniówka. Idealny zestaw do powtórzenia w jesienne lub zimowe popołudnie. Ponieważ duża część placka huculskiego nie została zjedzona, obsługa zapakowała danie na wynos. Przypuszczam, że przy tak dużych rozmiarach porcji, pakowanie jedzenia na wynos zdarza się dość często.

 

Obsługa w restauracji Hawira jest na wysokim poziomie. Ciągle jestem pod wrażeniem maitre d'hotel, starszego pana, który w pięknym, przedwojennym stylu się nami zajął. Dotychczas taką obsługę znałam z filmów, których akcja rozgrywała się na początku XX wieku. Pracownicy wielu eleganckich restauracji mogliby przychodzić do Haviry na nauki ;) Wystrój nawiązuje do wnętrza chaty, dużo w nim elementów dekoracyjnych. Zazwyczaj w lokalu króluje muzyka ludowa, ale my trafiliśmy na czas w którym w Hawirze zorganizowane było wesele na którym królowało disco polo...  Mam nadzieję, że następnym razem nie uroczystość z tego typu muzyką.

Zapomniałam dodać, że schody i podłoga w restauracji są brukowane, więc chodzenie po niej w butach na cienkiej szpilce wymaga wzmożonej uwagi ;)

Lola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz