poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Poszukiwania - podejście pierwsze

Czego poszukiwaliśmy w pobliżu Zachęty? - restauracji Obiekt Znaleziony (Pl. Małachowskiego 3). Czego szukaliśmy w Obiekcie Znalezionym - przede wszystkim smaku. I tak jak w pierwszym przypadku ze znalezieniem lokalu nie mieliśmy problemu, tak drugi przypadek, czyli poszukiwania smaku, nie wypadły tak pomyślnie.

Korzystając z ładnej pogody zajęliśmy stolik w ogródku letnim. 10 minut upłynęło zanim zjawiła się kelnerka z kartką menu. Tak właśnie, z kartką! Złożony w połowie format A4, dość ubogi w treść, w dodatku przydeptany sporym butem (aż żałuje, że nie zrobiłam zdjęcia tego "menu") kawałek papieru okazał się spisem dostępnych w Obiekcie Znalezionym dań.

Kolejne minuty upływały pozwalając na dokładne przeczytanie oferty serwowanych posiłków oraz rozmowę. Na początek wybrałam smoothie z owoców leśnych - miałam nadzieję, że przygotowanie napoju zajmie tylko chwilkę (W. zamówił shake'a mango). I.... po chwili wróciła kelnerka z wiadomością, że nie ma przecieru z owoców leśnych (z mango również), jedyny który mogą zaoferować to truskawkowy. Zanim truskawkowe smoothie trafiło na stół, zdążyliśmy wybrać dane główne i deser. Z pozycji "galeria sałat" wybrałam mix sałat z roladą z kurczaka, Witek wybrał wyrabiany na miejscu makaron tagiatelle z łososiem (pozycja "wystawa past"). Znów mieliśmy czas na rozmowę :)

Jeśli chodzi o napoje, to zarówno smoothie jak i shake były bardzo słodkie. Smoothie smakowało jak truskawki zmiksowane z dużą ilością cukru, syropu truskawkowego i wody, w dodatku nie miało w sobie ani odrobiny chłodu. Shake w smaku przypominał zmiksowany syrop truskawkowy, mleko waniliowe oraz niewielką ilość truskawek.



Kiedy na horyzoncie pojawiła się kelnerka z naszymi daniami pomyślałam - całkiem spore porcje! Kiedy dania trafiły na stół okazało się, że spore były naczynia. Sałatka podana była w dużej szklanej misce, tagiatelle w sporych rozmiarów talerzu. Mix sałat z roladą z kurczaka był przeciętny; dużo sałaty, 5 plasterków rolady z kurczaka, trochę pomidorów i papryki. Wszystko polane sosem na bazie zmiksowanych pomidorów, cebuli i chilli. Tagiatelle wzbogacone 10 kawałkami łososia i posypane serem było równie przeciętne. Dla mnie jego największym minusem był klejący się gruby makaron, który smakował tak jakby ktoś zrobił go własnoręcznie pierwszy raz w życiu, plusem był aromatyczny sos na bazie sera i śmietany.


Dopełnieniem poszukiwań smaku, który pozostaje w pamięci dłużej niż w ustach, był deser.
Nugat lodowy, mus czekoladowy i szarlotka z lodami. Pod postacią lodowego nugatu spodziewałam się zestawu dużej ilości orzechów w masie miodowo-piankowej okrytej lodową powłoką; zamiast tego otrzymaliśmy zalane w twardym karmelu kawałki orzechów, keksowy mix kolorowych owoców i kolorowe wiśnie zatopione w mocno zmrożonym lodzie waniliowym. Podczas konsumpcji należy uważać na zęby ;) Nugat był OK, choć nie tego się spodziewałam. Mus czekoladowy - dobry, choć bardzo słodki (w porównaniu do musu czekoladowego z restauracji Portucale - parę punktów mniej), a szarlotka z lodami... podgrzana w kuchence mikrofalowej, z rozmoczoną kruszonką i niedopieczonym spodem. Plus za kwaskowate jabłka zamiast kolejnej porcji cukru ;)


W Obiekcie Znalezionym byliśmy dwa dni temu... ani jeden smak nie utkwił mi w pamięci, nie trafiłam na danie dla którego chciałabym tam wrócić. Być może takie danie ukryło się w "wernisażu dań głównych" lub pod pozycją "pokaz zup"? Być może będzie podejście drugie i uda odnaleźć ciekawy smak...

Lola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz