wtorek, 30 sierpnia 2011

Po ciężkim dniu... tartaletki

Często tak się zdarza, że po ciężkim dniu w pracy jedyne na co mam chęć to odpoczynek. Czasami lubię odpoczywać leniuchując, czytając książkę lub planując. Czasem najlepszą forma odpoczynku jest aktywność.
Po dzisiejszym dniu, kiedy wychodząc z biura zastanawiałam się czy bardziej bolą mnie uszy - od wykonanych rozmów telefonicznych, czy może bardziej palce - od napisanych e-maili, doszłam do wniosku, że to jednak palce są bardziej poszkodowane. A co jest najlepsze na obolałe mięśnie? - masaż, oczywiście :) i coś dobrego do zjedzenia lub picia.
Niestety osobisty masażysta pojechał na trening, a wszelkie kulinarne gotowe do zjedzenia dobrodziejstwa gdzieś zaginęły lub czekają na lepsze okazje... ale obudziła się we mnie Zosia-Samosia, która doskonale wie jak połączyć przyjemne z pożytecznym ;)

Na niewielkich rozmiarów blat kuchenny trafia masło, mąka, jajka i niewielka ilość cukru. Świetnym masażem palców jest wyrabianie i ugniatanie kruchego ciasta. I co najważniejsze - nie wymaga skupienia i dużych nakładów pracy.

Kiedy ciasto już ugniecione i wstawione do lodówki, czas na przygotowanie galaretki i budyniu. Potem tylko krótkie pieczenie, budyń, owoce i galaretka. No dobrze... przesadziłam z tym krótkim pieczeniem i w ogóle całym ekspresowym przygotowaniem tartaletek... Z galaretką zbytnio się pospieszyłam. Zamiast ładnie przykryć owoce rozlała się po całej podkładce, ale cóż.... nie można mieć wszystkiego za pierwszym razem ;) Najważniejsze jest to, że ugniatanie ciasta zrelaksowało moje palce, a całe wykonanie deseru odstresowało mnie (choć pora na jedzenie już bardzo niewłaściwa).

Lola


1 komentarz:

  1. ciastka dobre, masażu nie było bo Lola się niegrzecznie zachowywała ;)

    OdpowiedzUsuń