czwartek, 14 lipca 2011

O cudownych właściwościach szampana słów kilka.

To byl niedzielny wieczór po dość intensywnym długim weekendzie. Zmęczeni dotarliśmy do naszego bunkra. Krótkie wahanie: herbata, czekolada na gorąco czy...?

Cudownym zbiegiem okoliczności mamy ze sobą alkoholowe prezenty, które dostaliśmy w weekend. Wśród nich szampan. Ten prawdziwy, czyli tak właściwie champagne. Początkowy, minimalny żal, że entourage nie taki jakbym sobie wymarzyła, bo zamiast romantycznych okoliczności przyrody mamy małą klitkę z zajmującym sporą część pokoju barłogiem (zwanym przez niektórych wersalką tudzież łóżkiem) powoli ulotnił się. Raz się żyje! Dobrze, że chociaż mamy kieliszki.

Wito otwiera butelkę. Potem jest jak na filmie; z butelki z hukiem wyskakuje korek, perlisty trunek rozlewa się na dywan. Dużo śmiechu i postanowienie, że wypijamy całą butelkę. I to był najlepszy pomysł jaki nam wtedy przyszedł do głowy. Wieczorne zmęczenie zniknęło jak ręką odjął, a następująca po nim noc była dłuuga i przyjemna.
Jeśli wiesz co mam na myśli...

Lola


A półwytrawnego szampana Veuve Pelletier & Fils oczywiście polecam, zwłaszcza, że jest w korzystnej cenie (jak na champagne).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz