sobota, 16 lipca 2011

Ciotka, żmija Mamma Mia ;)

Wyobraź sobie pysznego omleta na słono, leniwie konsumowanego w sobotni poranek. Poza tym pozytywny klimat Saskiej Kępy, słoneczko na błękitnym niebie i zacisze uroczego bistro ukrytego pomiędzy ulicami. Tak, to jest realne.

Co dokładnie zjadłem nie pamiętam, bo jaki facet pamięta co jadł na śniadanie. Wiem, że było słone, ale dobre, bo inne niż to co zawsze. Poza tym moja wrodzona perwersja nakazała mi wbić sobie płynnego gwoździa pod postacią mocnego jak szatan espresso. Dałem radę, jedyny skutek uboczny to jeszcze większe zadowolenie z weekendu ;)

Ze spraw techniczno-prozaicznych co następuje – obsługa w normie, miejscówka mała ale cicha i spokojna, wystrój minimalistyczny ale jak dla mnie to bez znaczenia – jestem pogromca omletów, a nie progresywnym dekoratorem wnętrz. Suma = dobrze z plusem, bo nawet Lola się ucieszyła pomimo miliarda kalorii jaki promieniował z jej słodkiej wersji śniadania.
Jeśli masz zmysł ascety, czujesz miętę do soli ;) i lubisz chwilę spokoju o poranku to polecam!

Wito

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz